wtorek, 11 listopada 2008

If we were a sinking ship.

Kotwica ściąga na dno.
Między nami ocean.
Płyniesz wpław
Z każdym pojedynczym ruchem czujesz jak opadają z Ciebie siły.
Czy dasz się ponieść z prądem?
Poddasz się?
Jak samotny statek w czasie burzy.
Rozbijasz się o skały
Pytanie, czy Twoje części zostaną wyrzucone na brzeg.
Tonąc w niewiedzy.
W wirze informacji bez początku i końca, bez sensu i znaczenia.
W poszukiwaniu prawdy.
Prawdy, która nigdy nie zostanie wykrzyczana.
Ostateczna rozgrywka na pełnym morzu.
Brzeg w oddali jest tylko iluzją.
Nie zawrócisz, nie teraz.
Za późno, za późno...
Walcz.
O właściwą prawdę, o ostatki wiary i nadziei.
O nią, o niego, o nich...
Walka z wiatrakami.


Jestem myślą poprzedzającą Twoje działanie.
Jestem na końcu Twojego ostatniego oddechu..

wtorek, 28 października 2008

Zegar tyka, lecą kartki z kalendarza.
Żyjąc bez celu, z dnia na dzień.
7 dni w tygodniu, 7 minut do końca świata.
I co dalej?
Pustka.
Nie wiemy skąd przyszliśmy, gdzie jesteśmy, ani dokąd zmierzamy.
Życie to nie teatr? Życie to gra..? A czym jest teatr, jeśli nie grą.
Rzućmy kośćmi, poczekajmy aż pionek przesunie się na kolejne pole i rozda karty.
Chyba, że ktoś zrobi to za nas. Chyba, że deski teatru ulegną destrukcji..
tak jak zasady, których nigdy nie było.
Okłamujmy się dalej.
Rozwiązanie jest bliżej końca, niż początku. Końca nie ma, nie ma też i rozwiązania.
Zakładajmy kolejne maski, jedna na drugiej, warstwa po warstwie.
Minie 7 dni i nie poznamy siebie nawzajem.
Szukając spokoju, syndrom cofania się w tył.
Co by było gdyby.
Może bylibyśmy..
Może nie byłoby...
Kiedy jesteś w piekle, tylko diabeł może Ci pomóc.
Dalej, teraz, już!
Ugaśmy piekło!
Szukajmy wyjścia z trójkąta bermudzkiego.

poniedziałek, 6 października 2008

Playing with death.

The end of nothin'
or the beginnin' of the end
The truth hurts
But lies are hard to understand
Everythin' would be okay
If the time could turn back
Now
There's nothin' to do, nothin to say
Between us
There's someone who has betrayed
You should have known
That you'll bear the concequence of this decision
for all your life
His gun, her scars, your knife
It could finish on the other way
Now you're lost
He's got the last word to say
You're the fuckin' cog in this game
And he will play until your last breath
Blood's everywhere
on her face, in your veins
You've got to finish round, before it congeals.
The smell of hate, betreyal and pain
is floating in the air
It irritates your nostrils, pervades your clothes
It's like a dirt, deep under her skin
chokes like a cigarette smoke, remains within like nicotine
You won't understand this,
If you won't find it out the hard way
Then you'll feel this smoke and breathe on your back
This pale eyes of death looking at you everyday
This game will crash you down
You will never roll the dice again.

Nie kurfa, nie jestem emo.
Codzienność?

niedziela, 14 września 2008

Kolejny rok na tym samym przystanku.

Chyba znowu się zatrzymałam.
Stoję.
Marznę.
Dwa kroki do przodu i jeden do tyłu.
Ile czasu minęło?
Wieczność.
Nie, nie boję się przyszłości, zdecydowanie bardziej przeraża mnie przeszłość.
Znowu to samo.
Kręcisiękręcisiękręcisiękręcisię.
Kręcimy się w kółko, byliśmy już wszędzie.
Nie, nie ma gdzie uciekać. Bo i po co? ...nic z tego nie będzie
Wypełnię pustkę szyderczym śmiechem.
Moja dawka ironii i sarkazmu rozsadzi Cię od środka.
Będzie dusić i dławić.
Tego nie możesz wypluć, wyrzygać z przetrawioną wódką i piwem.
Będzie zabijać powoli, od środka.
Ile jeszcze lat spędzisz na tym przystanku?
Powinnam zacząć zbierać na wieniec pogrzebowy.

niedziela, 7 września 2008

Apsik.

Mam katar.
Mam kota.
Mam dosyć.
Chce ktoś przygarnąć zbakanego dachowca, który lubi się wciskać pod sprzęty domowe?

poniedziałek, 1 września 2008

Demyt, jebyt, fakyt, leaveyt.

Pierdolę. LO3SUX tyle ambitnych mądrości na dziś.
To się nazywa dzień pod tytułem: Nie lubię i już.
Więc ogólnie rzecz biorąc niech się komuś nie wydaje przypadkiem, że cokolwiek mnie obchodzi.
Może ktoś rzuci za mnie palenie?

...It's like a dirt, deep under her skin
chokes like a cigarette smoke, remains within like nicotine

wtorek, 19 sierpnia 2008

Wakacje, znów będą wakacje!

Tak. Powierzasz mi każdy swój sekret.
Tak. Jestem jedyną powierniczką Twoich marzeń, smutków, radości.
Tak. Rozwiązuję każdy Twój problem.
Tak. Jestem nawet wtedy kiedy mnie nie ma.
Tak. Zawsze przy Tobie
Tak. Myślami,
Tak. Osobą.
Tak. "Powiedz mi co Ci na sercu leży, wysłucham i pomogę!"
Tak. Zdanie wręcz na czole wyryte.
Tak. Oczywiście, wysłucham
Tak. Oczywiście, pomogę.
Tak. Oczywiście, że zawsze będę przy Tobie.
Tak. Przecież przyjaciół się nie opuszcza.
Tak. Przecież trzeba ludziom pomagać, bo kiedyś sama mogę od nich potrzebować pomocy.
A potem już tylko białe ściany
Kaftan bezpieczeństwa
I pokoje bez klamek.
Wieczne wakacje!
Kurwa niech żyje asertywność!

czwartek, 14 sierpnia 2008

Są ludzie normalni i ludzie sudoku.
Za to drugie zwyczajnie nie chce mi się brać i rozwiązywać.
Jesteś jak sudoku, tak TY.
Kręci mi się w głowie od tych wszystkich liczb i kratek.
Weź długopis, kartkę papieru, zapisz wszystkie dane, szukane, odejmij wszystkie PRZECIW, dodaj wszystkie ZA, ułóż zgrabne równanie i sprawdź czy lewa równa się prawej, czy prawa równa się lewej, lewa równa się prawej, prawa równa się lewej. A może nic się nie równa. Wychodzi jedna wielka sprzeczność.
Pognieć więc kartkę, wyrzuć do kosza. Tak. Zgnieć mnie i wyrzuć.
Po co przejmować się równaniem którego praktycznie nigdy nie było, a w teorii i tak równaniem nie jest.
To tylko liczby.
Nie chce mi się Ciebie rozwiązywać. Za dużo pętli, pętelków, zapętleń. Jeden wielki kurwa pętelek. Ja się nie biorę za rozwiązywanie, ja przecinam. Mogę przeciąć? Z resztą...po co tępić na Ciebie nożyczki.
Po co to wszystko, życie to NIE JEST zadnie matematyczne.
To nie równanie
odejmowanie
dodawanie
mnożenie
..i tak zapominam tabliczkę mnożenia przez wakacje.
Weź się w garść, zrób rozbieg i uderz parę razy mocno w ścianę.
Może kiedyś dokończymy to równanie i lewa w końcu będzie równała się prawej, może kiedyś..kiedyś może, ale chyba w przyszłym życiu.
Póki co. Otworzyłam z trzaskiem drzwi obrotowe, które zamknęły się za mną z hukiem i wyszłam przez okno.
Okno było brudne i miało zakurzone firanki, pobrudziłam sobie spodnie wychodząc. Krzyknęłam jeszcze raz dosyć długo i przeciągle, ot tak na wszelki wypadek i spadłam.
Po mnie spadł deszcz.


wtorek, 12 sierpnia 2008

O, popatrz!

Czerpię cholerną satysfakcję z patrzenia się przypadkowym ludziom prosto w oczy.
Dziwne
Nikt jeszcze nie wytrzymał dłużej niż 1 sek.
Tak, spuść wzrok. Odwróć głowę.
Czego się boisz?